#8 Rodzina na Swoim, czyli związek bojowników o wygody i dochody

Cześć!

Po naszym ostatnim wpisie – szlochy, płacze i ogromne oburzenie. Że niby ktoś został zaatakowany, że to nieprawda, że to niesprawiedliwe. Echo niesie się po naszej „wspaniałej” spółdzielni – oj, niesie się szeroko. I odbija się od kolejnych nieruchomości, bo okazuje się, że system redystrybucji lokali wcale nie jest taki oczywisty, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Oprócz lokalnej polityczki, Agnieszki Wiśniewskiej, w układ zamieszana jest również nowa (i błyskawicznie awansowana) administratorka osiedla – kolejna Agnieszka, pani Piątkowska. Koleżanka od „układów”. To właśnie pani Piątkowska, jako administratorka, odzyskuje kolejne mieszkania do zasobów, a następnie przekazuje informacje o dostępnych lokalach. I stąd to już krok do „skoku na chatę”. Wspólnie i w porozumieniu. Wystarczy poczekać chwilę. Udać, że nie ma chętnych na lokal. Nie wystąpić o sprzedaż do Walnego o zgodę, tylko cichutko. Pomalutku. Nikt się nie zgłasza? Ojoj. To mamy chętną. Akurat. Proszę.

To już nie duet – to tercet. Naprawdę myśleli, że nikt tego nie zauważy?

Podobno była już gotowa umowa na roczną prolongatę zwolnienia z czynszu dla pani Wiśniewskiej. Dopiero po naszym wpisie i interwencji ktoś wcisnął hamulec. Bo przecież gdy zwykły człowiek kupuje mieszkanie nawet do remontu – nikt go z czynszu nie zwalnia. Płaci jak wszyscy. Takie są podstawowe zasady życia społecznego.

Ale nie w „Piaście”. Tutaj nie dość, że mieszkanie można dostać za okrągłe zero, to jeszcze można liczyć na ulgę w czynszu, bo wyremontuje się lokal… dla siebie. Wystarczy być częścią systemu. To już nie bezczelność – to jawne lekceważenie wszystkich pozostałych członków. Jakby urzędnicy mogli startować w przetargach, które sami organizują. Kasta władzy w pełnej krasie.

Chcieli się po prostu „utuczyć” na wspólnym majątku. Ale zaraz, co z tego ma pani Piątkowska? Przecież dla niej mieszkania nie przewidziano. Nic w zamian za taką lojalność? Spokojnie – spółdzielnia to przecież miejsce wiecznych wakatów. Traf chciał, że akurat zwolnił się etat w dziale technicznym. I zupełnym przypadkiem zatrudniono tam jej małżonka. Rodzina na swoim. Szybko i bez skrupułów.

Dziękujemy mieszkańcom budynku 301 za sygnały, że pod lokalem przewidzianym dla pani Wiśniewskiej coś się jednak dzieje. Być może to test – sprawdzanie, czy ktoś zareaguje. Jednocześnie badanie granic: ile można zrobić „ciemnemu ludowi”. Czy brać garściami, czy może jednak łyżeczką. Bez Was by nie było nic.

Mieliśmy już pisać o kolejnych sprawach związanych z panią Wiśniewską o tym, jak jako asystentka rozdaje etaty znajomym według własnego uznania, dlaczego wraz z panią Kondrasiuk znika na długie obiady w czasie pracy oraz jak to możliwe, że w siedzibie spółdzielni funkcjonuje coś na kształt biura politycznego: przygotowywanie ulotek, spotkania partyjne i tym podobne. Do tego wrócimy wkrótce.

Pycha kroczy przed upadkiem. Tak wygląda prywatyzowanie spółdzielni. Dlaczego nie może być normalnie? Ogłoszenia o pracę, przetargi, czytelne procedury – czy to naprawdę tak wiele?

Zamiast tego mamy układ zamknięty: znajomi dla znajomych. Zero przejrzystości. Za pieniądze spółdzielców rozdawane są stanowiska, zamówienia a teraz miały być mieszkania i miliony. A wszystko w ramach sieci zależności.

Nikt już nawet nie pyta, dlaczego asystentka zarządu zajmuje się lokalami. Tak daleko to poszło. NIEPOJĘTE.

Gdzie jest rada nadzorcza? Śpi? Poszła na piwo? Wszyscy umoczeni? ZERO REAKCJI.

A tak Kludacza ciągali za listę członków do mieszkań na Kuźniki… 😁😁😁. Na walnym machali kartkami. Tylko Kludacz ogłosił nabór, regulamin, informację w biuletynie… Głupi był. Mógł ukradkiem. Tak jak teraz się to robi.

Minęło pół roku i mamy…

K… mać. Szlag może trafić.